Każda rodzina ma swoje sekrety, małe i duże tajemnice, które zostawia tylko dla siebie. Czasami to nieszkodliwe żarty, niekiedy bolesne prawdy i wyznania, schowane głęboko w pamięci. “Anatomia upadku” to film, który opowiada historię rodziny, na pierwszy rzut oka szczęśliwej i kochającej. Oglądanie tego filmu jest jak przyglądanie się pozornie prostemu zabiegowi. Każde kolejne chirurgiczne “cięcie” wprowadza nas w coraz większy niepokój – zagłębiając się w kolejach losów bohaterów docieramy do najbardziej bolesnych, “chorych” miejsc. Odkrywamy, że ich życie pełne było problemów, wzajemnych żali i frustracji.

źródło: filmweb.pl

Sandra Voyter (Sandra Huller) jest pisarką, która z sukcesami publikuje kolejne książki. Razem ze swoim mężem oraz niewidomym synem mieszka w niewielkiej wsi we francuskich Alpach. Zdaje się, że rodzina wiedzie bardzo spokojne i szczęśliwe życie, aż do nieszczęśliwego wypadku. Mąż Sandry, Samuel Maleski (Samuel Theis) wypada z okna swojego domu i zostaje znaleziony martwy przez własne dziecko. Pierwsze podejrzenia prokuratura kieruje w stronę Sandry. Rozpoczyna się długi proces, który ujawnia bolesne rodzinne sekrety. Bardzo szybko na jaw wychodzą tajemnice i zdrady, z którymi na co dzień żyło małżeństwo. 

“Anatomia upadku” nie należy do typowych kryminałów lub thrillerów, w których akcja toczy się wartko, bohaterowie strzelają do siebie z pistoletów, a co druga scena powoduje wystąpienie gęsiej skórki u odbiorcy. Zdecydowanie jest to bardziej dramat psychologiczny, bolesny i dotkliwy obraz rozkładu relacji. Scenariusz został napisany znakomicie, dialogi, szczególnie te podczas kłótni Sandry i Samuela, są świetne – bardzo naturalne, pozbawione patetyzmu, wtedy, gdy trzeba, precyzyjnie uderzają w miejsca, które bohaterom sprawiają ból. Historia rozwija się dosyć wolno, jest sporo statycznych scen, mimo to film zdecydowanie nie dłuży się. Wynika to w dużej mierze z tego, że reżyser zastosował kilka naprawdę udanych zabiegów. Podczas scen, w których policja odtwarza sytuacje z domu Sandry, widz obserwuje bieg wydarzeń z perspektywy osoby trzymającej kamerę i nagrywającej bohaterów. Z kolei podczas odtwarzania na sali sądowej prywatnych materiałów Samuela, na dłuższą chwilę przenosimy się do przeszłości i obserwujemy kłótnię małżeństwa, lecz w punkcie kulminacyjnym znów wracamy do sądu – słyszymy jedynie krzyki i odgłosy walki, odtwarzane z materiału głosowego. Widzimy wszystko z perspektywy świadków na sali sądowej i wiemy dokładnie tyle, ile oni. Bardzo podoba mi się, że jako widzowie mamy ograniczoną wiedzę na temat, tego, co naprawdę zaszło – do samego końca nie wiemy, jak ostatecznie wyglądała śmierć Samuela. Co ciekawe, w trakcie filmu odpowiedź na to pytanie staje się coraz mniej istotna…

źródło: elle.pl

Jestem pod dużym wrażeniem prowadzenia tej opowieści, niemniej na ten sukces złożył się nie tylko bardzo dobry scenariusz, ale i świetni aktorzy. Sandra Huller to dla mnie filar “Anatomii upadku”. Uwierzyłam w jej emocje, w jej rozpacz, strach, zagubienie. Była autentyczna i bardzo przekonująca. Daniel (Milo Machado Graner), syn głównej bohaterki, również zagrał znakomicie. Szczególnie zapadły mi w pamięci sceny z sali sądowej oraz przesłuchań – młodziutki aktor poradził sobie z nimi naprawdę dobrze. Aktorsko, jedyny słaby punkt to dla mnie Samuel Maleski (Samuel Theis). Oglądamy go w prawdzie niewiele, jednak w bardzo ważnej scenie kłótni z Sandrą zdaje się być wyjątkowo sztuczny, odstaje od Sandry Huller, która gra rewelacyjnie. Kontrast w tym duecie aż boli.

Myślę, że tytuł “Anatomia upadku” możemy rozumieć na dwa sposoby – jako bardzo dosłowny upadek Samuela z piętra domu lub, nieco bardziej metaforycznie, upadek relacji. Dokładnie tym jest dla mnie ten film, to opowieść analizująca rozkład małżeństwa, to anatomia ich związku. Siła tej produkcji drzemie w autentyczności bohaterów i ich problemów, w tym, jak rozpaczliwie szukają swojego i wspólnego szczęścia w relacji. Takie filmy zawsze łapią mnie za serce, dlatego z wielką przyjemnością polecam “Anatomię upadku”.


Dodaj komentarz